Nie dałam rady. Zaczynam od nowa.

Dzisiaj trochę prywaty. Dawno mnie tu nie było, za co bardzo Cię  przepraszam. Rok 2018 przyniósł mi wiele zmian, z którymi musiałam się uporać, a to działo się wielokrotnie kosztem bloga. Nie dałam rady. Nie będę się jednak biczować i tłumaczyć. Powiem krótko: przepraszam i zaczynam od nowa. Jeśli chcesz dowiedzieć się co działo się u mnie przez ostatnie pół roku i dlaczego nawaliłam: przeczytaj tego posta.

Nie dałam rady. Zaczynam od nowa.png

Cofnijmy się do 2017. 

Miałam opisywać ostatni rok, cofamy się o dwa lata. Rok 2017 był rokiem o tyle przełomowym, że urodził się mój Synek. Jeśli masz dziecko, to wiesz jak wielka to zmiana. Teraz wszystko dzieje się szybciej, bez zatrzymania i jakby w krótszym przedziale czasowym. Ale cofnijmy się jeszcze wcześniej.

Od zawsze byłam osobą bardzo zorganizowaną. Znajomi i rodzina zazdrościli mi tego, a ja wszelkie moje aktywności opierałam o mój niezawodny planner. Byłam w tym absolutną mistrzynią. Robiłam wszystko i jeszcze więcej. Roznosiła mnie energia. „Kiedy Ty to wszystko robisz?”- pytali znajomi, którzy nie żyli z notesem w ręku – „W międzyczasie” – mówiłam i ciągle gdzieś biegłam. Każdy, kto mnie zna, mógłby Ci to potwierdzić. Tak po prostu było: głowa w chmurach, wizja przed oczami, ręce i mózg napędzane piękną ideą i kofeiną. Kiedy dowiedziałam się, że urodzi się mój Synek, wiedziałam, że przynajmniej przez najbliższe miesiące nie będę miała możliwości regularnie pisać, a do tego właśnie się zobowiązałam. Dlatego właśnie, mobilizowałam się każdego dnia, i w połowie czerwca miałam ukończony już każdy post do końca roku 2017. Do tego ustawione autopublikowanie i tu, i na FB.  Żeby nie było wtopy i żeby moi fani nie rozeszli się z tego miejsca, w które wkładałam całe serce. 

Życie z małą Dzidzią okazało się może nie łatwe, ale łatwiejsze niż myślałam: kolek nie było, chorób nie było, nieprzespanych nocy zbytnio też nie. „Nie będziesz miała kiedy zjeść, ani iść do toalety”, „Suchy szampon będzie ważniejszy niż inne zakupy” – mówili. Nic z tego się nie sprawdziło: kładłam Małego na matę, a ja mogłam pić ciepłą kawę. Na urlopie macierzyńskim czytałam książki w parku, a 20:00 Mały już spał i wiadomo było, że obudzi się dopiero koło 24-1, więc siedziałam i uczyłam się do studiów podyplomowych na ALK, które z resztą na luzie ukończyłam właśnie w styczniu 2018. 

Rok 2018 miał być spontaniczny.

Rozpoczęłam wolontariat i zorganizowałam Konwersacje Engspiracje, które okazały się być bardzo ciekawym przeżyciem zarówno dla mnie i Mauraid, jak i grupy naszych nowych wspólnych Uczniów, którzy przychodzili regularnie, przez 10 tygodni w każdy piątek aby porozmawiać po angielsku z innymi mieszkańcami Ożarowa. 

Nie przewidziałam jednak tego, że moje życie prywatne zmieni się o 180 stopni. Co się takiego wydarzyło? Maluch zaczął ząbkować, siadać, raczkować i stawać. Wszystko na raz, więc teraz do nieprzespanych nocy doszło ciągłe bieganie za nim i pilnowanie. W końcu wstał na nogi i zamiast iść -biegł. To było jeszcze trudniejsze i bardziej wyczerpujące psychicznie i fizycznie. Ile razy o coś się uderzył, upadł, albo ile razy mało nie stanęło mi serce kiedy łapał, bądź robił coś, czego nie powinien to wiem tylko ja i inni rodzice roczniaków 😉 W ciągu dnia: ciągłe łapanie i noszenie coraz większego Małego. Podczas coraz krótszej drzemki, o którą trzeba było coraz bardziej walczyć chodząc w upale godzinę lub więcej (było ciepłe lato), zdążyłam akurat cokolwiek zjeść, napić się i usiąść na pupie aby za chwilę usłyszeć, że Maluch już się obudził. Kiedy Mały zasypiał: padałam na twarz z wyczerpania. Dosłownie. Chodziłam jak zombie. Nie myślałam, że da się w ogóle tak funkcjonować, prawie bez snu, na pełnych obrotach, prawie dwa lata, noc w noc, dzień w dzień.

Po roku chciałam wrócić do pracy. Kończył się macierzyński, ja marzyłam aby choć na chwilę oderwać się od rutyny, więc szukałam pracy. Mijał bowiem kolejny rok po moich studiach, kolejny rok, w którym nie zrealizowałam stażu nauczycielskiego. Uzyskałam uprawnienia pedagogiczne, jednak aby je potwierdzić muszę mieć ukończony staż. Zostałam przyjęta do pracy w Szkole Podstawowej , która kiedyś była Gimnazjum, do którego sama uczęszczałam. Bardzo zależało mi, aby dostać się do tej właśnie Szkoły, ponieważ identyfikowałam się z jej systemem wartości, systemem pracy, wiedziałam, że panuje tam miła atmosfera tworzona przez wspaniałe grono pedagogiczne i dyrekcję. Kameralna szkoła, w której uczniowie otwierają Ci drzwi, mówią „dzień dobry” i wiedzą po co są tam gdzie są. Tak było i, jak się okazało: jest dalej.

W Szkole od zawsze dużo się działo: wewnętrzne konkursy, świętowanie przeróżnych uroczystości, wyjazdy międzynarodowe i wymiany. Kiedy byłam tam uczennicą, w ogóle nie zdawałam sobie sprawy z tego, że wymaga to tyle pracy od całego Grona. Już na pierwszej radzie w sierpniu byłam w szoku i zastanawiałam się jak dam sobie ze wszystkim radę. Planner w rękę i jazda: podręczniki, rozkład materiału, planowanie Dnia Języków Obcych, za który byłam odpowiedzialna, planowanie zajęć itd. Potem pierwsze lekcje, budowanie zaufania i autorytetu, problemy z obsługą tablic multimedialnych czy komputerów Mac. Nie jestem bowiem cyfrowym nomadem ;P Młodsze klasy wymagają większego zaangażowania w przygotowywanie zajęć (wie to każdy, kto miał zajęcia w 1-3), ale w starszych organizowałam cotygodniowe kartkówki, ponieważ uważam, że słówka to podstawa. Dodatkowo CLILujemy, więc to już kompletnie inna historia, która też wymaga osobnego wyszukiwania materiałów i planowania. Jak to robię i jak widzę efekty piszę w kolejnym poście. Każdego dnia po prostu parowało mi z czachy 🙂 Na studiach nie uczyli, że praca w szkole to masa dodatkowego czasu poza przygotowaniem lekcji, papierologii, radami i zebraniami. Serio. Jakby mi to ktoś powiedział przed studiami to bym nie uwierzyła, a przecież „całe życie chodziłam do szkoły”.

Wracałam do domu, zabawa, kąpiel i usypianie, żeby potem przygotowywać się, drukować, wycinać, czytać, itd. Do tego jakieś pranie, sprzątanie – wiadomo. Wybijała północ, szłam się myć. Przed pierwszą starałam się położyć, bo między 6:20-7 pobudka Malucha. I tak 6 dni w tygodniu, bo moich stałych uczniów też nie potrafiłam odpuścić. Co najmniej trzy kawy sypane dziennie, kilka czarnych herbat, zaciśnięte zęby i leciałam dalej.

Call me crazy, ale weszłam w tę rutynę tak bardzo, że zupełnie nie zauważyłam, że…

Próbowałam nalewać z pustego w próżne

Nie robiłam nic dla siebie. Nic. Po prostu nie starczało mi doby. Ani rano, ani wciągu dnia, ani nawet gdy Synek zasnął – przez całe tygodnie nie robiłam nic, co byłoby choć trochę dla mnie, mojego ciała i mojej psychiki.  Wszystko dla innych, tylko nie dla siebie. Byłam coraz bardziej wykończona, coraz bardziej wściekła, coraz rzadziej umalowana. Coraz bardziej sfrustrowana. Starałam się szybko tłumaczyć sobie, że robię to dla całej listy powodów i że mam z tego całą inną listę korzyści, ale coraz mniej mnie to wszystko cieszyło. Pogorszyły się moje wyniki badań. Ale leciałam dalej, w tym samym tempie. Głowa ciągnęła ciało, które jak się pewnie domyślasz: w końcu się zbuntowało.

Kiedy piszę ten tekst, jest 8 stycznia. Od 14 grudnia mam zapalenie płuc i nie mogę się wyleczyć. Brałam antybiotyk – 10 dni. Kaszel utrzymywał się dalej, wróciłam do pracy na dwa dni, w międzyczasie prześwietlenie płuc: infekcja dalej niewyleczona. Wiedziałam, że niewyleczona, bo dalej kasłałam, dalej czułam flegmę, ból gardła i duszności. Tym razem dostałam ostrzeżenie lekarza: „albo Pani to wyleży, albo zapalenie oskrzeli się cofnie bądź skończy astmą”

Przepisano mi inny antybiotyk, znów 10 dni. I znów zwolnienie.

Kilka dni później dostałam duszności i wylądowałam na izbie przyjęć w szpitalu. I wiesz co? Dopiero to było dla mnie przebudzeniem: jeśli nie skończę działać tak, jak działam, to poważnie zachoruję. Dopiero ta choroba wstrząsnęła mną na tyle, aby postawić siebie na pierwszym miejscu. Dopiero wtedy zrozumiałam, że nie mam wyjścia: muszę przełamać wstyd związany ze spojrzeniem moim stałym uczniom w twarz i powiedzeniem im: „wzięłam na siebie za dużo. Bardzo przepraszam. Nie dam rady, bo już nie daję rady.” Potrzebuję odpocząć, potrzebuję się wyleczyć, potrzebuję czasu dla rodziny i dla siebie.

Jako nauczycielka byłam już bardzo przepracowana. Napisałam o tym TEGO POSTA. Już raz przeżyłam coś podobnego i już raz musiałam się z tego ratować. Przemyślałam wtedy dlaczego doprowadziłam się do takiego stanu wykończenia i co musiałabym robić w przyszłości, aby temu zapobiec. Dla Ciebie i dla siebie (aby nie zapomnieć) napisałam wtedy tamtą listę. I co zrobiłam w roku 2018? Znów popełniłam ten sam błąd co wtedy.

Zaczęłam działać w sprzeczności co do moich dwóch najważniejszych zasad: Mniej znaczy więcej oraz Im mniej chaosu, tym lepiej – i to właśnie sprawiło, że poległam po całości. Brałam na siebie za dużo, miałam za mało czasu i wkradł się chaos i przemęczenie.

Nie można działać wbrew swoim najważniejszym zasadom – z taką życiową lekcją weszłam w 2019 rok.

Wracam do regularnych postów. Wiem, że nawaliłam z pisaniem. Tak było.  Bardzo chcę to zmienić, obiecuję, że to zrobię i uda mi się. Mam nadzieję, że nie zniechęciłeś się i że mimo wszystko będziesz tu zaglądać, bo w końcu nie piszę sama dla siebie, tylko dla Ciebie 🙂 Jeśli masz pomysły na tematy o których chciałbyś przeczytać – pisz  🙂 

Are you engspired_ Please let me know!

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Nie dałam rady. Zaczynam od nowa.

  1. Nie jest to łatwe jak się ma dużo na głowie, ale zdrowie jest najważniejsze. Nie mam co prawda dzieci, ale w poprzednim roku też dużo pracowałam i nie zważałam na choroby, co skończyło się prawie całym grudniem w domu (plus wieloma problemami wcześniej). Wtedy też zdałam sobie sprawę, że jakkolwiek nie jest nam, nauczycielom, lektorom, „głupio”, trzeba powiedzieć „stop” i odwoływać lekcje wtedy kiedy jest konieczność, zrezygnować z dużej liczby uczniów jeśli nie mamy czasu dla siebie. Więcej odpoczynku, posty poczekają 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.