Co udało mi się osiągnąć w 2018, a czego nie?

Leżę sobie właśnie w łóżku z zapaleniem płuc. Biorę już trzeci antybiotyk. Zauważyłam, że od kilku dobrych lat zawsze choruję w okresie Świąteczno-noworocznym i zawsze to poważna choroba, bo albo zapalenie oskrzeli, albo płuc. Nie wiedziałam czemu tak jest. Moja Mentorka powiedziała mi: „chyba do tego okresu jesteś już kompletnie przepracowana i dlatego potem Cię łapie” – trudno się z tym nie zgodzić. Grudzień to zawsze jeden z najintensywniejszych okresów. 

Grudzień to też dla mnie zima, której nie cierpię całym sercem, bo ciągle wtedy chodzę z bolącym gardłem, jest mi zimno i pociągam nosem. Jest to również czas przemyśleń, rozliczenia się z samą sobą: „czy moje życie prywatne i zawodowe idzie w dobrym kierunku?”, „czy podążałam według moich planów?”, „czy jestem wierna moim zasadom?”, „czy robię wszystko, aby być dobrą mamą, żoną, córką, siostrą, przyjaciółką, nauczycielką itd? „, „co w tym roku zawaliłam?”, „co zrobiłam dobrze?”, „kiedy zboczyłam z kursu?”, „co muszę/powinnam zrobić w następnym roku?”, „co muszę w sobie zmienić?”, „w jakim kierunku podążać?”. To wszystko bardzo trudne pytania. Może boję się odpowiadać na wszystkie z nich i dlatego choruję? Nie wiem.

untitled design

Rok 2018 był dla mnie rokiem pełen zmian. Mogłeś o tym przeczytać w moim poprzednim poście Nie dałam rady. Zaczynam od nowa. Część zamierzonych rzeczy udało mi się osiągnąć, część nie. Część z nich pojawiła się w moim życiu bardzo spontanicznie. Jesteś ciekawy co to za sprawy? Przeczytaj tego posta

Podsumuję tu wszystko, zarówno życie zawodowe, jak i prywatne. A co, w końcu to mój blog i moje miejsce w sieci. 

Oto lista zasług (kolejność w miarę chronologiczna)

  • zorganizowałam Konwersacje Engspiracje – czyli mój wolontariat, który sobie wymyśliłam. Przez 10 tygodni razem z moją przyjaciółką Mauraid Kavanagh inspirowałyśmy i motywowałyśmy do pracy nad swoim angielskim i konwersowania z innymi mieszkańcami Ożarowa. Wydarzenie było sukcesem, uczestnicy byli zadowoleni, chcieli powtórki.
  • ukończyłam studia podyplomowe z Business Studies na ALK – z małym dzieckiem nie było to takie proste, bo zamiast iść spać musiałam cisnąć słówka.  Dokonałam tego. Dostałam mój pierwszy niejęzykowy dyplom 🙂 
  • wystąpiłam jako prelegentka na Zlocie Anglistów ❤ – i mówiłam oczywiście o CLILu 🙂 „CLIL na dwóch poziomach nauczania” – bo CLIL nie jest tylko dla dzieciaczków 🙂 Zlot był po prostu fantastyczny i wiem już, że będę jeździć co roku! 🙂
  • prowadziłam webinar na EduOctoberfest Edunation ❤ – temat, jaki sobie wybrałam to: „Co to jest CLIL i jak może pomóc Ci w zajęciach z dorosłymi”
  • blogowałam – mniej lub bardziej, ale jednak. Bądź co bądź kilka tych postów do sierpnia było i jestem z nich dumna.
  • uczyłam mojego Synka angielskiego ❤ – bardzo często zadajecie mi pytania o to, czy uczę Synka: chyba pora na takiego posta 🙂 „Nauczanie” to może zbyt górnolotne słowo jak na to co robiłam z moim bejbikiem, ale opiszę to w którymś kolejnym poście.
  • regularnie chodziłam do Klubu Mam – coś co zrobiłam dla siebie i dla Malucha. Zainspirowało mnie to do urozmaicenia zabaw w domu i zwrócenia większej uwagi na rytm i muzykę w nauce mówienia.
  • codziennie wychodziłam z Maluchem na dwór – deszcz, śnieg czy wichura: wychodziliśmy na świeże powietrze i budowaliśmy odporność. 
  • trzymałam się głównych zasad dotyczących wychowania Malucha – nie, nie jestem idealną matką. Takich nie ma. Jeszcze będąc w ciąży postawiłam sobie najważniejsze cele mojego macierzyństwa i dwa z nich brzmiały właśnie tak: „Nie daję cukru ani zamienników, czytam każdy skład. Uczę Synka bawić się samodzielnie, zabawkami, rozwijamy jego wyobraźnię.” I udało się. Na cukier i telewizję przyjdzie jeszcze czas. Mam nadzieję, że uda nam się wytrwać w tych celach aż do przedszkola.
  • podjęty staż nauczycielski – chcę wykorzystać moje studia w stu procentach, co oznaczało, że powinnam była rozpocząć staż. Tak właśnie się stało: powróciłam do Szkoły, w której sama się uczyłam w innej roli 🙂 
  • dwoje moich uczniów dostało się do wojewódzkiego etapu Olimpiady z angielskiego
  • rozpoczęłam CLIL Club w Szkole, w której uczę – wprowadzam CLIL nie tylko do swojej klasy, ale też do innych pracowni. Projekt dopiero zaczęliśmy, został przyjęty z entuzjazmem, będę chwaliła się dalszymi sukcesami 🙂

Oto lista przewinień (kolejność przypadkowa)

  • od sierpnia nie pisałam na Get Engspired – to najdłuższa przerwa w historii tego bloga. Obiecuję, że ostatnia. O tym czemu tak się stało możesz przeczytać tutaj: Nie dałam rady. Zaczynam od nowa.
  • wzięłam na siebie zbyt dużo obowiązków i potem musiałam za to zapłacić zdrowiem i rezygnacją z zajęć indywidualnych – zapalenie płuc mam nadal, biorę trzeci antybiotyk,. Nie wiem jak długo to będzie trwało. Rezygnacja z zajęć indywidualnych była dla mnie porażką osobistą i profesjonalną, ale nie mogłam już nic zrobić, bo wylądowałam na izbie przyjęć w szpitalu. Trzeba było wyhamować.
  • pracowałam za dużo i za długo – często kosztem mojej rodziny i przede wszystkim siebie.
  • pracowałam mało efektywnie – nie ustalałam celów, priorytetów ani planów. Siałam chaos – zbierałam chaos.
  • nie przykładałam się należycie do poprawy mojego zdrowia: nie przestrzegałam zaleceń lekarzy w 100% – niedoczynni powinni brać leki o tej samej godzinie, czekać z jedzeniem, czekać z kawą, wysypiać się i prowadzić spokojny i higieniczny tryb życia – zawsze się śmiałam, że to ostatnie to „chyba nie w tym życiu”, ale na izbie przyjęć przestało mi być do śmiechu. Odkąd zostałam mamą zawalam dbanie o siebie po całej linii.  Tak źle jak przez ostatni rok nie czułam się nigdy. Konsekwencją tego będą kolejne wpadki, które opiszę poniżej.
  • Nie udało mi się wrócić do jazdy na rolkach – co roku w sezonie wiosenno-letnim śmigam 20 km. Zajmuje mi to około godziny. Jestem wykończona, kompletnie spragniona ale szczęśliwa. W to lato mój Synek wymagał ode mnie 1000% zaangażowania i musiałam mu poświęcić całą energię. A patrząc z perspektywy czasu, podejrzewam, że z tego zmęczenia musiały mi się bardzo pogorszyć wyniki badań i dlatego tak było.
  • wróciłam do jedzenia mięsa, ponieważ brakowało mi energii na przygotowywanie sobie alternatyw – jak wyżej. Nie lubię mięsa od dziecka. Chciałam przejść na wegetarianizm (docelowo weganizm), co z resztą mi się na 6 miesięcy udało. Ale przez to, że nie przykładałam się należycie do dbania o to, abym przy okazji jadła wystarczająco składników odżywczych – poległam 😦 
  • wciąż nie zrobiłam prawa jazdy – nie będę pisać ile mam lat, ale domyślacie się, że nie jestem tuż po moich 18 urodzinach. Wstyd? Nie, po prostu nigdy nie zrobiłam z tego priorytetu. A skoro tak, to nigdy nie włożyłam wystarczająco dużo pracy w to, aby to osiągnąć. 
  • wciąż nie schudłam – nie ułożyłam sobie planu działania, diety, treningów, odpuszczałam sobie tłumacząc się brakiem energii. Czy faktycznie byłam wykończona? – byłam. 
  • nie osiągnęłam work-life balance – i nadal szukam odpowiedzi na pytanie: JAK GO OSIĄGNĄĆ.
  • nie przeczytałam wszystkich książek związanych z wychowaniem i nauczaniem, które sobie kupiłam i obiecałam, że przeczytam. –muszę to zrobić, bo mam całą listę kolejnych pozycji do przeczytania!!!!

Lubię myśleć sobie, że zasług mam więcej niż przewinień, choćby nie była to do końca prawda. Lubię myśleć, że poprzedni rok był lepszy, niż może faktycznie był. Ogromnym sukcesem było dla mnie wystąpienie dla Edunation oraz na Zlocie Anglistów. Ogromnym sukcesem były też dla mnie Konwersacje Engspiracje, Podyplomówka, czy chronienie mojego Dziecka przed przebodźcowaniem czy próchnicą. Dlatego uważam, że bilans zysków i strat wychodzi co najmniej zero. 🙂

Czy jeśli zawaliłam w powyższych sprawach oznacza to, że nie będę próbować dalej? ABSOLUTNIE NIE. Wiecie czego nauczyła mnie ciąża i macierzyństwo? Że teraz, odkąd jestem mamą, nie jestem as strong as an ox. Jestem STRONG AS HELL! I jeśli dałam radę urodzić takiego Synka, jeśli dałam radę praktycznie nie spać przez kilkanaście dobrych miesięcy, jeśli kładąc się spać myślałam: „jak udało mi się to wszystko zrobić???” , jeśli dałam radę robić choć część rzeczy, które sobie zamierzyłam i wkładać w to całe serce – to dam radę ze wszystkim. Ciąża i macierzyństwo dało mi ogromną wiarę w możliwości mojego ciała, a Synek daje mi siłę i wiarę w możliwości mojej psychiki. Macierzyństwo to rollercoaster emocji, to najtrudniejszy maraton ale też największe błogosławieństwo. 

Jesteś Mamą? – dasz radę ze   w s z y s t k i m. You are strong as hell. And you are not doing it wrong. It is just that hard.

As strong as an ox_ NO, MOTHERS ARE STRONG AS HELL _).png

Co i w jaki sposób mogę zrobić lepiej?

Wiesz czemu w głównej mierze poległam? Bo nie zaplanowałam sobie wszystkiego tak jak należy. Tak jak napisałam w poprzednim poście: „rok 2018 miał być spontaniczny”.

Spontaniczny, czyli niezaplanowany. Ależ to było głupie myślenie. No aż mi wstyd.

Odkąd zostałam Mamą zauważyłam, że robienie sobie takich planów, jak kiedyś, nie ma najmniejszego sensu, ponieważ opiekując się całe dnie Małym nie jestem w stanie osiągnąć takiej efektywności jak kiedyś. Nie potrafię już nawet zrobić połowy listy planowanych zadań. Czy jestem na to zła? – nie. Tak teraz wygląda moje życie. Można powiedzieć, że przez to jednak trochę się poddałam i planowałam ZBYT MAŁO. Jak mogłam np. schudnąć nie mając konkretnego planu na ten cel? Nie mając wpisanych w grafik treningów, które zrobię choćby się paliło i waliło? Co z pilnowaniem listy zakupów i staniem nad garami? – nie zaplanowałam tego, więc to się nie wydarzyło. Jak miałam przeczytać wszystkie książki, które chciałam przeczytać, jeśli w moim planie dnia nie zarezerwowałam sobie 30 minut na czytanie? 

Osiąganie celów to nie żadna magia. To realna praca, której mi zabrakło. Pisałam o tym jak planować tutaj: 6 kroków dzięki którym w tym roku nauczysz się języka lub tutaj: Jak przekuć plany w rzeczywistość?

Poza tym, nie ustaliłam żadnych priorytetów. Chciałam być jak Lenka: „Everything at once” czyli wszystkim na raz, co jest po prostu niemożliwe.

W każdej dziedzinie życia powinno się ustalać osobne priorytety i wg nich działać. I przede wszystkim nie być hipokrytą. Jeśli Twoim priorytetem jest budowanie relacji z i  czas spędzony rodziną, to nie bierzesz dodatkowej pracy w weekendy czy nadgodzin. Siedząc z dzieckiem nie odpalasz też FB na telefonie, nie puszczasz bajek na odczepnego.  Jeżeli nie będziesz miał priorytetów, to wda się chaos, bo będziesz robił dużo, ale mało efektywnie. Wiem to, niestety, z autopsji. 

Wiedząc już gdzie nawaliłam, mam możliwość poprawy. Moje cele na rok 2019 opiszę w kolejnym poście.

Are you engspired_ Please let me know!

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.